Do Madrytu oczywiście leciałam samolotem. To była moja pierwsza podróż powietrzna, więc byłam cała w strachu. A co dopiero miałam powiedzieć, jak wysiadłam na tym przeogromnym Madryckim lotnisku! Na Barajas po prostu można się zgubić. Pełno ludzi, pełno samolotów, ogromna przestrzeń, tyle terminali. Na szczęście zobaczyłam oczekującą mnie Izkę. Odetchnęłam z ulgą, uff..
Izka mieszka w takim centrum Madrytu, więc pojechałyśmy sobie do niej metrem. Do tej pory widziałam tylko warszawskie metro. Nie muszę mówić, że to w Madrycie zrobiło na mnie niesamowite wrażenie - tyle linii, w zasadzie to podstawowy środek lokomocji. Są jeszcze oczywiście autobusy, takie ni to metra- ni to tramwaje, tzw. Metro Ligero, oraz kolejki podmiejskie. Tak czy inaczej do mieszkani Izki wkroczyłam całkowicie zamotana.